Niesforny Cruz Beckham bawi się życiem w singlu „Yeah Yeah Yeah”  Foto: materiały prasowe / Universal Music Polska
materiały prasowe / Universal Music Polska

Niesforny Cruz Beckham bawi się życiem w singlu „Yeah Yeah Yeah”

Dynamiczne gitary, natychmiast wpadający w ucho refren i luz, którego nie da się podrobić — tak w skrócie brzmi „Yeah Yeah Yeah”, najnowszy singiel Cruza Beckhama. Młody brytyjski artysta prezentuje utwór, który nie tylko rozwija jego muzyczny kierunek, ale też wyraźnie otwiera kolejny etap kariery: przed nim pierwsza trasa po Stanach Zjednoczonych i występy na dużych festiwalach.

Nowy numer stawia na bezpośredniość. Nie ma tu nadmiaru ozdobników ani przesadnej produkcji — jest za to energia, gitarowa swoboda i klimat, który przywodzi na myśl najlepsze momenty nowoczesnego indie rocka z wyraźnym pazurem. „Yeah Yeah Yeah” powstało we współpracy z zespołem The Breakers, a za produkcję odpowiadają Justin Raisen i Lewis Pesacov, znani z pracy z artystami z pogranicza alternatywy i popowej awangardy.

Utwór sprawdzony na żywo

Singiel nie jest całkowitą niespodzianką dla fanów. „Yeah Yeah Yeah” zdobyło już rozgłos podczas debiutanckiej trasy Cruza na początku roku. Publiczność szybko podchwyciła chwytliwy refren, a chemia między muzykami sprawiła, że utwór zaczął żyć własnym życiem jeszcze przed premierą studyjną. To właśnie koncertowy charakter piosenki może okazać się jej największą siłą — brzmi tak, jakby od początku była pisana z myślą o wspólnym śpiewaniu pod sceną.

Sam Cruz Beckhham w nowy singiel wprowadza też osobisty ton. Jak mówi, od zawsze towarzyszyła mu niesforność i żartobliwe podejście do życia, którego nie chce w sobie tłumić. „Yeah Yeah Yeah” ma być właśnie o tych chwilach, kiedy zamiast wszystko analizować, lepiej po prostu odpuścić, nabrać dystansu i dobrze się bawić. Ta deklaracja dobrze tłumaczy, dlaczego utwór brzmi tak swobodnie i naturalnie.

Kolejny krok po serii singli

Nowa propozycja ukazuje się po wcześniejszych utworach „Waste Your Pain” i „For Your Love”. Pierwszy z nich zwracał uwagę inspiracją filmowym stylem i towarzyszącym mu teledyskiem, drugi — jak podkreślano — okazał się ważnym momentem w studiu, który pomógł ukształtować muzyczną tożsamość młodego artysty. Wcześniej pojawiły się także debiutanckie „Optics” i „Lick The Toad”, które zapoczątkowały serię premier budujących oczekiwanie wokół większego projektu.

Kolejne wydawnictwa pokazują, że Cruz nie chce być traktowany wyłącznie jako nazwisko obciążone medialnym ciężarem. Coraz wyraźniej stawia na własny język muzyczny: gitarowy, lekko chuligański, ale niepozbawiony melodii i rockowego wyczucia. To kierunek, który zaczyna być coraz lepiej rozpoznawalny.

Zespół, nie tylko nazwisko

Na uwagę zasługuje też fakt, że Cruz rozwija projekt w ścisłej współpracy z The Breakers. To ważne, bo w jego przypadku łatwo byłoby skupić się tylko na samym nazwisku. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że stawia na pełnoprawny zespół i brzmienie oparte na wzajemnej energii, a nie na solowym wizerunku budowanym na rozpoznawalności.

Taki model pracy słychać również w nowych nagraniach — utwory są żywe, zwarte i nastawione na koncertowy impuls. Producentów, którzy pracowali przy „Yeah Yeah Yeah”, można kojarzyć z artystami potrafiącymi łączyć eksperyment z przebojowością. To sugeruje, że Cruz szuka brzmienia, które będzie jednocześnie świeże i zagraniczne w odczuciu, ale przy tym na tyle bezpośrednie, by działało na żywo bez zbędnych dodatków.

Dobrze przyjęty debiut sceniczny

Początek roku był dla Beckhama intensywny. Zakończył pierwszą headlinerską trasę po Wielkiej Brytanii, występując w klubach na terenie całego kraju, a finałowe koncerty w Londynie wyprzedały się w całości. To ważny sygnał, bo pokazuje, że zainteresowanie jego muzyką nie kończy się na internetowym szumie — przekłada się również na scenę i reakcję publiczności.

Recenzje prasowe po tamtych koncertach były wyraźnie przychylne. Pojawiały się słowa o talencie, scenicznej naturalności, dobrym zgraniu z zespołem i gitarowych umiejętnościach, które wyróżniają Cruza na tle wielu początkujących artystów. W ocenie komentatorów jego energia jest zaraźliwa, a nowy muzyczny kierunek wydaje się nie tyle wymyślony, co po prostu organiczny.

Ameryka, festiwale i większa widownia

Teraz przed Cruzem kolejny sprawdzian. Już w czerwcu rusza jego debiutancka trasa po Stanach Zjednoczonych, a kalendarz szybko wypełniają także występy na dużych festiwalach. Wśród nich znalazły się wydarzenia o mocnej pozycji w koncertowym obiegu, co może znacząco poszerzyć grono odbiorców młodego muzyka.

To ważny moment w karierze artysty, który z każdą kolejną premierą coraz pewniej buduje własną tożsamość. „Yeah Yeah Yeah” nie udaje wielkiej deklaracji artystycznej — zamiast tego stawia na bezpretensjonalność, ruch i energię. I właśnie dlatego działa.

Jeśli kolejne kroki Beckhama pójdą w tym samym kierunku, jego muzyczna droga może okazać się jednym z ciekawszych debiutów młodego pokolenia na współczesnej scenie gitarowej.

Chętnie stworzymy dla Was więcej podobnych artykułów! Potrzebujemy jednak Waszego wsparcia

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Time limit exceeded. Please complete the captcha once again.