czw19mar18:00czw20:00Michelle Gurevich • Kraków

Szczegóły
Michelle Gurevich powraca — i robi to po swojemu. Jej siódmy album It Was the Moment trafia do słuchaczy w czasie, gdy artystka zdaje się mówić najintymniej ze wszystkich swoich
Szczegóły
Michelle Gurevich powraca — i robi to po swojemu. Jej siódmy album It Was the Moment trafia do słuchaczy w czasie, gdy artystka zdaje się mówić najintymniej ze wszystkich swoich dotychczasowych nagrań: muzycznie oszczędny, lecz emocjonalnie rozbuchany, album ten to zaproszenie do świata, w którym melancholia miesza się z czarnym humorem, a teatralne patosy przechodzi obok surowej szczerości nagrań dokonanych w ciszy sypialni. Stan na 2026 rok: Michelle znów namawia nas, byśmy zanurzyli się w tęsknocie — i robi to z rozmachem, który uderza prostotą.
It Was the Moment brzmi jak płyta napisana na krańcu nocy, kiedy pamięć i żałoba znajdują się tuż pod powierzchnią. Twórczość Gurevich od zawsze balansowała między balladową prostotą a filmowym rozmiarem — na nowym albumie ten balans osiąga zupełnie inne natężenie. W warstwie słownej znajdziemy wierszowaną intymność, wartko przeplataną z obrazami rodem z Lynchowskiego realizmu: miasta oświetlone neonami, stłumione rozmowy, ludzie trzymający się za nadzieję, która już dawno powinna była wygasnąć. To płyta, która nie boi się przyznać do słabości — napisana w okresie żałoby i psychicznego braku stabilności, co słychać w każdej frazie i w każdej pauzie.
Brzmieniowo Michelle serwuje pełne spektrum, które uczyniło ją rozpoznawalną: od mrocznych, filmowych reminiscencji — gęstych, przetworzonych smyczków i długiego pogłosu — po elementy prostego, niemal kabaretowego humoru, który rozbraja i rozświetla. Są tu momenty epickiego melodramatu, które przywodzą na myśl wielkie francuskie ballady, ale też subtelne, kameralne fragmenty, w których każdy akord i każde westchnienie wokalne wydają się mieć znaczenie. Głos Michelle — niski, aksamitny i pełen niedopowiedzianych emocji — prowadzi narrację jak aktorka w jednym akcie, której monologi często mówią więcej niż dialogi całych spektakli.
Ten album potwierdza też coś, co jej fani wiedzą od dawna: Gurevich to mistrzyni kontrastów. Potrafi przejść od groteskowego uśmiechu do rozpaczy w ciągu jednej piosenki, nie gubiąc przy tym własnego języka muzycznego. Jej inspiracje wydają się rozciągać od chansonów Charlesa Aznavoura przez turecką melancholię Zeki Mürena, po teatralne, estetycznie przerysowane wzorce rodem z repertuaru Nikolaja Slichenki. To mieszanka, która rezonuje szczególnie mocno w miastach takich jak Berlin, Stambuł czy Ateny — miejscach o silnych tradycjach emigracyjnych, scenach queer i audytorium spragnionym balladowej dekadencji.
Mimo że wszystkie płyty Michelle powstają w jej sypialni — artystka nadal produkuje, aranżuje i miksuje swoje nagrania samodzielnie — na żywo spotykamy ją w nieco innym kostiumie: w towarzystwie pełnego składu koncertowego, który rozbudowuje i wzbogaca studyną intymność oryginałów. Ten napięty kontrast — bedroom production kontra scena z zespołem — tworzy specyficzne doświadczenie koncertowe: z jednej strony zachowana zostaje kameralność i uczucie bezpośredniego kontaktu, z drugiej natomiast publiczność otrzymuje wielowymiarowe, dynamiczne realizacje piosenek, które czasem stają się czymś więcej niż ich studyjne pierwowzory.
Fenomen sprzedaży biletów na koncerty Michelle to zjawisko warte odnotowania. Artystka regularnie wyprzedaje występy w Polsce, a także w takich miastach jak Stambuł, Berlin czy Ateny — co samo w sobie mówi o specyficznej, transnarodowej niszy, którą zajęła: wschodnioeuropejska diaspora, berlińska scena queer oraz słuchacze z zamiłowaniem do teatralnych, melodramatycznych ballad odnajdują w jej muzyce coś, co trudno opisać jednoznacznie, a co łatwo poczuć. W czasach, gdy wiele wydawnictw podąża za trendami i algorytmami, Michelle stawia na autentyczność i konsekwencję artystyczną — to recepta, która przyciąga oddane publiczności.
Dlaczego to działa? Bo jej piosenki działają na poziomie pamięci i nastroju. Łatwo wyobrazić sobie słuchacza stojącego w klubie albo siedzącego samotnie w pokoju, który nagle odnajduje w tekście i w melodii odbicie własnych strat i pragnień. Jej kompozycje mają tę rzadką cechę, że są jednocześnie staroświeckie i nowoczesne: jakby pochodziły z innego, bardziej teatralnego wieku, a jednocześnie mówiły o doświadczeniach zupełnie współczesnych — wypaleniu, niestabilności psychicznej, miłości, która boli bardziej niż kiedykolwiek.
Estetycznie It Was the Moment można postrzegać jako naturalny rozwój dotychczasowej twórczości Gurevich — płyty zgrabnie łączą tu wrażliwość singer-songwriterki z umiejętnością budowania dużych, filmowych pejzaży dźwiękowych. Kto zna jej wcześniejsze dokonania jako Chinawoman / Michelle Gurevich, odnajdzie tutaj znajome motywy i tematy, ale też nową dojrzałość i bezwzględną szczerość w sposobie opowiadania. To album, który nie tylko prosi o uwagę, ale wręcz jej wymaga — bo dopiero w ciszy między utworami odkryjemy, jak głęboko przebija się w nich żal i jak zręcznie artystka potrafi go ubrać w muzykę.
Kalendarium:
Dokładny harmonogram występów i godzin (tzw. timetable) organizator poda bliżej daty koncertu; na materiałach promocyjnych informacja ta figuruje jako „Dokładny harmonogram podamy bliżej koncertu”. Warto śledzić oficjalne kanały sprzedaży oraz profile artystki, by nie przegapić aktualizacji dotyczących startu bram i godzin rozpoczęcia setów.
Oficjalne kanały sprzedaży biletów:
- eBilet: https://sklep.ebilet.pl/adwv/254453378946433415
- Fource: https://fource.pl/pl/events/michelle-gurevich-krk-26/
- Ticketmaster: https://www.ticketmaster.pl/event/1576584561
Na koniec: It Was the Moment to płyta, która potwierdza miejsce Michelle Gurevich wśród najbardziej rozpoznawalnych postaci niezależnej sceny alternatywnej XXI wieku — nie dlatego, że dostosowuje się do rynku, lecz dlatego, że konsekwentnie utrzymuje własny język. Jej najnowsze dzieło to zaproszenie do wspólnego przeżywania ciemnych, ale pięknych chwil — i jeśli dotychczas nie dało się jej słuchać w półtonach, teraz zaprasza nas do całej gamy emocji, od szeptu aż po kreskowe, filmowe uniesienia. Jeśli cenisz sobie muzykę, która nie boi się smutku, teatralności ani bezkompromisowej szczerości — nadchodzący album i koncerty Michelle są pozycją obowiązkową.
more
Termin
19/03/2026 18:00 - 20:00
Location
Klub Kwadrat








![Magdalena Zamoroka Ten stan ; [Singiel] Foto: Magdalena Zamoroka Ten stan ; [Singiel] Foto:](https://afterwork.art/wp-content/uploads/2026/01/6m1Cyv-150x150.jpg)

