sob28lut17:30sob22:00[SOLD OUT] Paradise Lost + Saturnus, Shores Of Null / 28 II 2026 / Warszawa

Szczegóły
Paradise Lost, Saturnus i Shores of Null — noc, w której doom i mrok śpiewają jednym głosem Kiedy na plakacie pojawia się nazwa Paradise Lost, mały chłopiec z końca lat 80.
Szczegóły
Paradise Lost, Saturnus i Shores of Null — noc, w której doom i mrok śpiewają jednym głosem
Kiedy na plakacie pojawia się nazwa Paradise Lost, mały chłopiec z końca lat 80. wciąż siedzi gdzieś w cieniu sceny, a obok niego stoi zmęczony wizjoner. To zespół, który przez ponad trzy dekady potrafił być jednocześnie posępny i przebojowy, melancholijny i chwytliwy, surowy i wyrafinowany. Ich muzyka to podróż przez odmiany ciężaru — od grobowego death metalu, przez klasyczny gotyk, aż po chłodny synthpop — a wszystko to zawsze z charakterystycznym, niepodrabialnym brzmieniem. Do tego wieczoru dołączają dwa zespoły o zbliżonej estetyce: stalowy, refleksyjny Saturnus i bezlitosny w swej mroczności Shores of Null. To będzie koncert, który nie odpuszcza.
Paradise Lost — ewolucja, której kształty zna każdy fan gatunku
Paradise Lost to nie tylko nazwa zespołu, to marka, która zapisała się złotymi zgłoskami w historii metalu. Powstała pod koniec lat 80. w Halifax i szybko wypracowała własny język — ciężki, zalążkowo deathowy, z pierwszych płyt ewoluowała w stronę gotycyzmu, by finalnie stać się punktem odniesienia dla całego nurtu gothic metal. To oni zręcznie łączą monumentalność doomowej wolności z piosenkową budową i refrenami, które potrafią poruszyć nawet najbardziej zatwardziałe serca.
Ich dyskografia to kalejdoskop zmian, ale też ciągłego poszukiwania. Debiutancki klimat z okresu “Lost Paradise” (początek lat 90.) i przełomowy “Gothic” z 1991 roku ukształtowały kanon gatunku — ciężką aranżację oblaną chłodem, wokalną melodią i gotycką dramaturgią. W połowie lat 90. nastąpił komercyjny rozkwit przy albumach takich jak “Draconian Times” (1995) — płyta, która uczyniła z zespołu gwiazdę rockowo-metalowego mainstreamu, ale też nie zredukowała ich do jednego wzorca. Konsekwentna chęć eksperymentu doprowadziła Paradise Lost do elektronicznych eksperymentów pod koniec dekady — płyty takie jak “One Second” (1997) czy elektronicznie przesiąknięte “Host” (1999) zaskoczyły część fanów, ale jednocześnie pokazały, że zespół nie boi się przekraczać granic i podążać za własną artystyczną intuicją.
Na szczęście Paradise Lost potrafi też wracać do korzeni ciężaru. W kolejnych latach balansowali między melodyjnym ciężarem a gotyckim chłodem, udowadniając, że ich brzmienie nie jest jednowymiarowe. Albumy z ostatnich dekad — mm. “Symbol of Life” (2002), “In Requiem” (2007), a później powroty do mrocznej intensywności na “The Plague Within” (2015), “Medusa” (2017) i “Obsidian” (2020) — pokazują muzyków świadomych swoich wpływów, ale i gotowych do reinterpretacji własnej spuścizny. Na żywo Paradise Lost to mieszanka monumentalnych zwolnień, palpacyjnej melodii i momentów, kiedy cały tłum zsynchronizowany jest z jednym, potężnym riffem. Ich koncerty działają jak rytuał — imponują siłą, ale też dotykają wrażliwości.
Saturnus — doom, który nie idzie na skróty
Duński Saturnus to z kolei przykład zespołu, który przez lata wypracował własny, rozpoznawalny ton. To nie jest muzyka łatwa, ani szybka; to jest sunący, olbrzymi doom ozdobiony subtelną melodią i emocjonalnym ładunkiem. Kto zna ich nagrania, wie, że każdy utwór to opowieść o ciężarze, która krok po kroku wciąga słuchacza w coraz głębszą melancholię. Muzycy Saturnus słyną z konsekwencji — zamiast podążać za trendami, rozwijają to, co im wychodzi najlepiej: monumentalne aranżacje, czyste i ekspresyjne partie wokalne, ściany brzmienia, które napawają i rozbrajają jednocześnie.
Na żywo Saturnus potrafi zdominować przestrzeń — ich set to rzadko kiedy pogo czy szybkie zwroty akcji, to raczej skupiona, pełna skupienia medytacja. Dla fanów doomowego patosu i melodycznej rozpaczy to headliner w każdym sensie — oni nie szukają poklasku, oni szukają prawdy w dźwięku.
Shores of Null — mrok o oszczędnym, lecz śmiertelnym ładunku
Shores of Null dopełniają billling jako zespół, który w naturalny sposób łączy ciężar doomowego pulsu z lodowatą estetyką black metalu. Ich muzyka nie jest wesoła — melodia tutaj służy do pogłębiania atmosfery, nie do rozświetlania ciemności. Jeśli cenicie sobie powolne tempa, długie, niepokojące frazy gitarowe i harmonię zanurzoną w cieniu, Shores of Null dostarczą dokładnie tego, czego oczekujecie. To muzyka refleksyjna i surowa, czasami niemal hipnotyczna, ale zawsze wierna swoim najmroczniejszym instynktom.
Wieczór, który nie wybacza szybkich osądów
Ta trójka na jednym billingu to przepis na noc, która spróbuje was psychicznie i muzycznie — od ciężkości do introspekcji, od chóralnego gotyku do spowolnionego black/doomowego łomotu. Publikum może spodziewać się zarówno utworów, które znamy od lat, jak i momentów, w których zespoły pozwolą sobie na dłuższe, psychodeliczne wybrzmienia. Nieprzypadkowo tego typu wieczory przyciągają nie tylko fanów metalu, ale też słuchaczy ceniących dramaturgię i klimat — bo to nie są koncerty “do tła”, to są występy wymagające uwagi.
Kalendarium:
Organizator: Knock Out Productions. Uwaga — wydarzenie zostało oznaczone jako WYPRZEDANE / SOLD OUT. Prosimy o kupowanie biletów wyłącznie w autoryzowanych punktach sprzedaży podanych przez organizatora. Regulamin imprezy dostępny jest na stronie organizatora: https://knockoutprod.net/pl/page/regulamin. Więcej informacji o organizatorze: http://www.knockoutprod.net oraz profile społecznościowe Knock Out Productions.
Dlaczego warto być tam — i dlaczego warto słuchać tych zespołów?
Paradise Lost to doświadczenie historyczne i emocjonalne jednocześnie — to zespół, który potrafi uczynić z ciężaru sztukę, a z eksperymentu dowód odwagi. Saturnus dodaje do tego powagi i kontemplacji; Shores of Null dociśnie gumę mrokiem i atmosferą. Razem tworzą program, który nie jest przypadkowy — to zestawienie trzech różnych, ale komplementarnych podejść do doomowej estetyki. Dla fanów gatunku to obowiązkowy punkt na mapie; dla nowicjuszy — okazja, by przekonać się, że metal potrafi być nie tylko brutalny, lecz i głęboko poruszający.
Na koniec — kilka słów o szacunku dla sceny
W dobie łatwego dostępu do muzyki i szybkich trendów, takie nocne ceremonie przypominają, że prawdziwy ciężar ma swoje tempo. To nie jest pop na jedną noc, to są opowieści, które potrzebują czasu i ciszy. Jeśli będziecie mieli okazję zobaczyć te zespoły na żywo — przygotujcie się na dźwięk, który nie tyle ogłusza, co wgryza się w pamięć. I pamiętajcie: kupujcie bilety tylko u oficjalnych sprzedawców, szanujcie artystów i przestrzeń, w której ich słuchacie. To noc dla cierpliwych, dla czujnych i dla tych, którzy chcą poczuć, jak brzmi muzyka ważąca tonę.
more
Termin
28/02/2026 17:30 - 22:00
Location
Progresja








![Magdalena Zamoroka Ten stan ; [Singiel] Foto: Magdalena Zamoroka Ten stan ; [Singiel] Foto:](https://afterwork.art/wp-content/uploads/2026/01/6m1Cyv-150x150.jpg)

